Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że miejsce parkingowe (odśnieżone!) jest teraz na wagę złota.
Tym bardziej wkurza sytuacja gdy "twoje" odśnieżone w pocie czoła miejsce (okupione chorobą) zostaje zajęte przez sąsiadkę (nielubianą), tym bardziej, że jest owo odśnieżone miejsce wjazdem do mojego garażu.
Mało tego - dodatkowo zastawilam wjazd sankami. Gdyby nie inny sasiad, ktory owe sanki usunął wjechałaby w nie z impetem.
Zdjęta temparaturą i potami nie wytrzymalam i zadzwoniłam na policje z pytaniem czy można zastawiac wjazd.
Nie można.
Czekam na patrol.
Mam wrażenie, że sąsiedzi mi sekunduja ponieważ każdy z nas równo macha szuflą do sniegu ale jakos nigdy nie widzielismy owej sąsiadki, ktora tylko czyha na wolne odsnieżone miejsca. Pogadałam z sąsiadami i wyplułam rozgorączkowanym dyszkantem moje żale.
Ciekawe jak sie skończy...
Jak obstawiacie?
Ale zadyma jest. Ekstremalne warunki wyzwalaja ekstremalne zachowania.
Wczoraj właśnie ta sąsiadka popychała się z inną i krzyczały na siebie. Znów wchodziło o odśnieżanie.
Jaki doktor psychologii sie wypowie?