A ja musze powiedziec, ze troche rozumiem obawy tych, ktorzy chcieli zalozyc tu polska knajpe, ale sie nie zdecydowali. Podstawowa obawa – ze nie bedzie klientow. No, niestety troche chyba tak jest, ze tych 5-10 osob, ktore deklaruja, ze byliby stalymi bywalcami takiego miejsca (w tym moja skromna osoba), to zdecydowanie za malo, zeby utrzymac lokal w stolicy. A co z pozostalymi? Mam wiele obaw co do ilosci tych pozostalych. Z obserwacji roznych dosyc podobnych sytuacji wiem ze Polacy w takich momentach dziela sie (poza juz wymienionymi fanami miejsc polskich i polskich imprez) na takich, ktorzy nie beda odwiedzac takiej polskiej knajpki, bo:
1) polskie jedzenie lubia, ale wola sami je robic w domu
2) polskiego jedzenia maja dosyc – nie przyjechali tu po to, by sie zajadac pierogami
3) polskie jedzenie OK, ale wcale im sie nie spieszy do integracji z innymi Polakami
4) po co do polskiej knajpy, skoro jest tyle innych ciekawszych miejsc?
5) nie, bo po prostu nie, i nie mowcie mi nic o zadnej integracji, patriotyzmie czy tego typu pierdolach
6) oraz cala masa innych powodow, ktorych nie chcialbym tu przytaczac ze wzgledu na ich wysoka kontrowersyjnosc
Niestety nie da sie ludzi przekonac, ze zeby stworzyc za granica cos polskiego, naszego, to musi byc takze oddolne zapotrzebowanie. Nie wystarczy po prostu stworzyc polska knajpe, dac ogloszenie w prasie i za chwile zwala sie tlumy. W Luksemburgu Polakow jest ponad 3000. Nawet jesli 5% tej liczby przyszloby do takiej knajpy w sobote czy niedziele, to jej wlasciciel bylby z pewnoscia bardzo zadowolony. Czy przyjdzie? Szczerze watpie. Popatrzcie na w/w Ancien Cinema. OK, niech bedzie – daleko od stolicy. Ale robia cale mnostwo polskich imprez i to dla kazdej publicznosci – a to teatr, a to wystawy, a to koncert jazzowy, ale takze dancing prowadzony przez polskiego DJa, wieczor polskiej muzyki lat 70-80, koncert polskiej kapeli rockowej, itp. itd.
Przy tym wszystkim, jak myslicie, kto jest przewazajaca publicznoscia w AC? Polacy? Nie prowadze statystyk, ale jak czasem tam, bywam, to latwiej mi spotkac... Bulgarow. A myslicie ze Bulgarom z Luksemburga jest blizej do Vianden, niz Polakom? I inne pytanie – czy myslicie, ze gdyby AC bylo w Luksemburgu-miescie to walily by don tlumy Polakow? Boje sie, ze niekoniecznie. Polacy – ze naraze sie od razu polowie forumowiczow – jakos nie garna sie do integracji. Niby tesknia za polskim jadlem, polska muzyka, polskim towarzystwem, ale jak sie okazuje, ze moga to miec na wyciagniecie reki, to wielu z nich ta reka macha, mowiac – nie tym razem... Nie glosujemy naszymi rekami, nogami, uszami ani podniebieniami za obecnoscia "polskosci" tu w Luksemburgu. Co najwyzej narzekamy, ze jej tu nie ma. A to chyba za malo... <bezradny>
Oczywiscie wiem, ze zdecydowana wiekszosc uczestnikow tej dyskusji jest z zupelnie innej gliny, bardzo wiec prosze, byscie nie brali tego do siebie. Wyszlo troche tak, jak na lekcji, z ktorej uciekla polowa uczniow i nauczyciel opieprza kogo? Oczywiscie tych, ktorzy zostali – obecnych. A zupelnie nie tak mialo wyjsc <roll>