Artykul rzeczywiscie dobry i z pewnoscia takich jak ten – pokazujacych Luksemburg jako "fajne miejsce na ziemi" trzeba wiecej. Oczywiscie autor poplynal nie tylko w kwestii odleglosci szkoly od zamku. Jak sie dobrze przyjrzec to mozna dostrzec takie kwiatki, jak
– owocowy auxterrois czy dosyc dziwna logika zdania:
Wybór Schengen na najsłynniejszą chyba miejscowość w Europie był tak naprawdę kwestią przypadku, szukano bowiem miejsca o symbolicznym znaczeniu. No, bo jesli
szukano miejsca o symbolicznym znaczeniu i znaleziono Schengen, jako miejsce styku trzech granic, to gdzie tu przypadek? Ja rozumiem, ze takich miejsc jest w Luksemburgu troche wiecej (np. polnocne
Trois frontieres), ale slowo przypadek pasuje do tej historii jak wol do karety. Z powyzszych powodow jakos nie dowierzam dykteryjce o Oberschlindermanderscheid. Oczywiscie nazwa rzuca na kolana (i pewnie dlatego zostala przytoczona), choc nie jest bynajmniej najdluzsza nazwa geograficzna w Luksemburgu, bo przeciez mamy tez Unterschlindermanderscheid. Rzecz w tym, ze oprocz faktu, iz wybor takiego miejsca to bylby dopiero przypadek, w zasadzie obie lokalizacje geograficzne nie maja statusu miejscowosci a jedynie sa czescia Schlindermanderscheid, ktorego nazwa samym Luksemburczykom sprawia niemalo klopotu (np. na autobusie nr 550 jadacym wlasnie do tej miejscowosci, jej nazwa nie miesci sie w calosci na wyswietlaczu i jest pokazywana jako Sch'm'scheid), ale co wazniejsze – w odroznieniu od Schengen, ich polozenie nie wyroznia ich nijak i nie wydaje mi sie, by byly brane pod uwage. Jako zart, oczywiscie nie ma najmniejszego problemu, by taka historyjke kupic, a nawet umiescic gdzies w jakichs annalach. Nawet jesli to wymyslone przez autora cytowanego artykulu, to niezle!
Dziwnie tez brzmi zdanie
Właściciel hotelu wyjaśnia, że ziemniaki są dla Luksemburczyków tak samo ważne jak ryba i nie są traktowane wyłącznie jako dodatek. bo nie bardzo widze sensu w takim porownaniu. Jak wazna jest ryba w luksemburskim menu? Bo poza francuskimi wstawkami typu "saumon fume", to ja nie bardzo dostrzegam dominacji potraw z ryb w luksemburskiej ksiazce kucharskiej (a posiadam takowa i to z dobrych lat 80-tych, a wiec z czasow szengenskiego traktatu

)? Co innego grom-pyry

to jest jak najbardziej symbol luksemburskiej kuchni, ale "nobilitowanie" ich do pozycji ryby w menu uwazam w artykule za zupelnie niepotrzebne. Ziemniaki w Luxie rybiej protekcji nie potrzebuja!
