Ale wówczas Ci, którzy nie byli na przedstawieniu, nie dowiedzieliby się, że Rafał Rybacki (w roli Stavrosa) wydobył z siebie najgłębsze pokłady zgorzknienia i że Magda Krukowska (obsadzona w roli nieśmiałego prawnika) klnie równie subtelnie jak Kalina Jędrusik.
Nie byłam chyba jedyną osobą, która przyszła na przedstawienie, bo wypadało, bo należało wesprzeć kolegów w godzinie próby i przygotowywała się do jowialnego poklepywania i zdawkowego „dobra robota”, gdy opadnie kurtyna. Ale zacznijmy od początku...
[center]☺ ☹ ☺[/center]
Ciąg samochodów w mroźny sobotni wieczór krążących wokół Centre Barblé w poszukiwaniu parkingu. Pełna sala i gorączkowe poszukiwanie dostawek, bo wszystkie krzesła już dawno zajęte. Zdenerwowana reżyser przypomina, że to pierwsze przedsięwzięcie teatru PLU. I wreszcie kurtyna idzie w górę.
O czym „Testrosteron” jest, wiedziało pewnie wielu widzów przed przybyciem na spektakl. Do tego w większości ról tych wszystkich supermacho (no, może z wyjątkiem postaci Robala) obsadzono dziewczyny. Zatem przedsięwzięcie było ryzykowne.
Sztuka Saramonowicza jest przede wszystkim świetnie napisana, dowcipna i wartka. Mimo dość (no powiedzmy) „mięsistych” dialogów zgrabnie unika knajactwa. To opowieść o nieco urojonym świecie supersamców, którzy „pukają” dziewczyny na prawo i lewo, choć w głębi duszy są ciepłymi i stęsknionymi prawdziwego uczucia facetami. Teatr PLU dostroił tekst sztuki do potrzeb jego luksemburskiej premiery (co było zabiegiem bardzo udanym i wywołało żywą reakcję publiczności). Przyznacie jedynie Państwo, że żałosny skowyt Fistacha („ale Masakra!”) – zagranego brawurowo przez Luizę Noculak-Sosnę – iż po koncercie w Clervaux pędził na drugi kraniec kraju do swojej „oazowej” kochanki, nie mógł wzbudzić zbyt głębokiego współczucia, bo cóż to za poświęcenie przejechać dystans jak z Ursynowa na Białołękę…
Z wielką przyjemnością spędziłam te dwie godziny z grupą PLU. Nie będę pisać, że byłam pod wrażeniem umiejętności aktorskich naszych kolegów, bo tak to można pisać po spektaklu jakiegoś teatru amatorskiego. Gratulacje dla reżyserki za przewrotny (ponoć zamierzony) pomysł z damską obsadą. Wprawdzie przez pierwszych parę chwil łapałam się na tym, że coś jest nie tak, ale ten zabieg wyraźnie pomógł w przerysowaniu pewnych cech, o których sztuka ta traktuje. Kreacje Rybackiego, Dyżewskiej i Noculak-Sosny zrobiły na mnie szczególne wrażenie. (Rozumiem teraz obawy żony (tej życiowej) Rafała Rybackiego, że teatr go zupełnie pochłonie; nie chcę nawet myśleć, co się będzie działo po kolejnym spektaklu teatru PLU, na który dopuści się nastolatki!). Po spektaklu Magda Krukowska mówiła, że był to najlepszy występ zespołu. To się nazywa trafić z formą.
A więc nie byłam chyba jedyną osobą, która, gdy opadła kurtyna, biła mocno brawo i potem składała zespołowi szczere gratulacje wielkiego sukcesu.
Z niecierpliwością pozostaje nam czekać na kolejne projekty grupy i mieć nadzieję, że da się go namówić na powtórkę „Testosteronu” (może w Vianden?).
Życzymy powodzenia!!!
Lezart
Teatr PLU, „Testosteron” (w oparciu o sztukę A. Saramowicza) reż. Ania Kiejna, wystąpili: Robal – Dorota Brożek, Stavros – Rafał Rybacki, Treytn – Katarzyna Dyżewska, Kornel – Kuba Kozłowski, Janis – Magda Krukowska, Fistach – Luiza Noculak-Sosna, Tytus – Monika Zytka-Urbańska.
[center]☺ ☹ ☺[/center]
A dla wszystkich, którym mało było wrażeń sobotniej nocy, oraz tych, którzy chętnie wrócą do wspomnień ze spektaklu premierowego i inauguracyjnego Teatru PLU, zamieszczamy poniżej fotorelacje z „przed”, „w trakcie” i „po”

[center]
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
© by Lezart
[/center]