[center]
W zupełnie nowy, nieoczekiwany wymiar odbioru wprowadzało natomiast zestawienie wykonawców koncertu muzyki polskiej. Fortepianowe utwory Chopina zaprezentowała znana i uznana (acz po raz pierwszy występująca w Luksemburgu) Ewa Pobłocka, natomiast lirykę wokalną Paderewskiego i Szymanowskiego usłyszeć można było w interpretacji artystki luksemburskiej, Patricii Freres, której akompaniował Hans-Martin Ritter.
[center]
Pobłocka wyczarowała dla zgromadzonej publiczności Chopina dojrzałego; zupełnie innego niż zwykło się słuchać u wielu wykonawców młodej generacji. Nie tego rozdartego nostalgią, targanego uniesieniami na granicy egzaltacji romantyka, lecz pełnego refleksji poetę fortepianu, malującego z głęboką zadumą utrwalony w pamięci pejzaż. Obraz, choć z pozoru statyczny, pełen wewnętrznej energii, rozedrgany w detalach, kipiący ekspresją niuansów. Dwa Polonezy z op. 40, zagrane niemal z marszu, niejako na rozgrzewkę, poprzedziły Scherzo h-moll op. 20, w którego części pierwszej zabrakło może trochę tego szaleństwa, niepokoju, nawałnicy uczuć, wyzwalającej potrzebę uspokojenia w kolędowym wątku części środkowej. Pomimo tego, usłyszeć głos z Polski – przepiękną melodię z dzieciństwa, graną tu, na luksemburskiej scenie, to wartość sama w sobie, o czym pianistka nie zapomniała, nadając tej części szczególny blask i wyraz.
[center]
Akcenty chopinowskie przedzielał w programie koncertu kontrapunkt dzieł wokalnych Paderewskiego i Szymanowskiego. I tak, w pierwszej kolejności Patricia Freres zaprezentowała trzy utwory z cyklu Pieśni kurpiowskich op. 58 Karola Szymanowskiego, z czego pierwszą – Lecioły zórazie – w języku polskim, zaś pozostałe w jęz. niemieckim. Interpretacja zaskakująca, jednakowoż w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Zórazie, z delikatnymi rubatami, niemal swingując, z dynamiką niezwykle subtelną, prosto z jazzowych ballad, z pewną przekorą w stosunku do fortepianowego akompaniamentu, jakby improwizując, były tym, czego u Szymanowskiego nigdy wcześniej nie udało mi się usłyszeć. W przeciwieństwie doń stała pieśń ostatnia – Uwoz mamo, zaśpiewana z narastającą ekspresją, osiągającą w kulminacjach wagnerowskie niemal rozmiary, w rozładowaniach sięgająca prawie ciszy. Gdzieś w dramatyzmie tego wykonania słyszało się ślady ekspresji Symfonii pieśni żałosnych Góreckiego i mnie osobiście to skojarzenie, niezależnie od jego stylistycznej poprawności, bardzo przypadło do gustu.
[center]
W części drugiej koncertu czterem Mazurkom z op. 41, zagranym w jednym bloku oraz Impromptu op. 29 i Balladzie op 47, wspaniale uzupełniającym program wieczoru z muzyką polską, przeciwstawione zostały dwie pieśni francuskie I.J. Paderewskiego – Ton cœur est d'or pur oraz Naguère – au temps des églantines z op. 22 do słów Catulle Mendesa. Wykonawczyni tych ostatnich, zdecydowanie najswobodniej czuła się w tym właśnie repertuarze, kładąc nacisk na ekspresję nie tylko muzyczną, ale i na grę aktorską. Takie zwieńczenie wieczoru okazało się być świetnym pomysłem, dzięki temu koncert stał się nie tylko interesujący muzycznie, ale także poruszający w wymiarze dramaturgicznym.
[center]
Na koniec wypada wspomnieć, iż koncert 17 października 2009 r., a więc w 160 rocznicę śmierci Fryderyka Chopina, zorganizowany został jako impreza inaugurująca w Luksemburgu rozpoczynający się już wkrótce na całym świecie Rok Chopinowski. Ponadto koncert uświetnił także obchody 80-lecia Związku Polaków w Luksemburgu im. Fryderyka Chopina – najstarszej w Luksemburgu organizacji polonijnej. Z tej okazji Ambasador RP w Luksemburgu, Barbara Labuda, wręczyła trzem paniom – Irenie Liszce (wieloletniej prezes Związku Polaków), Barbarze Płaczyk (wieloletniej skarbnik) oraz Agnieszce Najder (obecnej prezes Stowarzyszenia) pamiątkowe srebrne medale z wizerunkiem Chopina. Koncert zorganizowany został przez Ambasadę RP w Luksemburgu oraz Związek Polaków w Luksemburgu im. Fryderyka Chopina.
Marcin Wierzbicki
więcej zdjęć z koncertu oraz uroczystości wręczenia medali odnaleźć można pod tym adresem: http://www.polska.lu/album_cat.php?cat_id=125